Przejdź do treści

Być razem

My Polacy mamy problem  z jednością na co dzień. Czy jednak w obliczu niepowtarzalnej rocznicy jesteśmy w stanie być razem?

Głęboko wierzę, że nie ma dziś osoby, która choćby przez chwilę nie pomyślała o dzisiejszym święcie. Może nie każdy mógł wyjść świętować na ulice swoich miast, może ktoś daleko od Polski, ale nasze myśli są dziś przy naszej Ojczyźnie, a serca przybrały biało-czerwone barwy.

Upadek Polski spowodowany był nie tylko rozbiorami sąsiednich mocarstw, ale także błędami społeczeństwa. Jak wspomnieli biskupi w liście z okazji 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości były to prywata i egoizm szlachty, zdrada Ojczyzny przez część magnatów i ich współdziałanie z wrogami. Historia uczy nas, że zawsze kiedy nasz naród dzieli się, dochodzi do nieszczęścia.

Po 123. latach ludzie różnych politycznych nacji, nie darzących siebie sympatią, stanęli razem i zaczęli zabiegać, by Polska znów znalazła się na mapach. Wywalczona i wymodlona, objęła swoim zasięgiem stęsknionych za swoim miejscem na ziemi Polaków, choć wciąż nie wszystkich.

100 lat temu, tak i dziś widzimy, że pełna Jedność byłaby cudem. I nie chodzi mi tu o brak opozycji i rządy narodowców. Jedność, której celem jest dobro wspólne Polski, bo choć bardzo pragnę wierzyć, że wszystkim zależy na tym dobru, to niektóre działania powodują, że wielu ludzi w taki czy inny sposób cierpi niesprawiedliwość. Niestety pomimo tak wyjątkowej okazji, zamiast wspólnego świętowania mamy festiwal złośliwości i politycznych gierek, które niepotrzebnie prowokują konflikty.

Choć dziś świętujemy 100-lecie Niepodległej, to z historii wiemy, że zaledwie 20 lat później przyszła wojna, a później ciężkie czasy PRL. Naszą pełną wolnością cieszymy się niespełna 30 lat. Choć sam mam 25, to nie mogę powiedzieć, że moje życie to albo pasmo sukcesów, albo pasmo porażek. Tak jak człowiek, mój kraj uczy się wolności. Pomyłki są oczywiste, sukcesy świętowane – jak w życiu i nie jest to powód do wstydu.

Na początku listopada, spacerując po cmentarzu, w pobliżu grobów żołnierzy przypadkiem usłyszałem rozmowę, może 4-letniej dziewczynki z tatą. Tata opowiadał jej kto jest pochowany w tych grobach, mówił, że kiedyś była wojna, a ci ludzie oddali życie, żebyśmy mogli dzisiaj pracować, chodzić do przedszkola, bawić się. Dziewczynka z wielkimi oczyma odpowiedziała tacie, że gdyby przyszła wojna to bardzo by się bała, bo coś by się mogło jej stać, musiałaby uciekać, kryć się.

Dziś modliłem się o to, byśmy zamiast własnego interesu zawsze dbali o dobro wspólne. Prosiłem, by nasze serca stanowiły jedno, a krytyka przyczyniała się tylko do wypracowywania lepszych praw. I modliłem się za tą dziewczynkę, inne dzieci i wszystkich nas, byśmy nigdy nie musieli oglądać wojny.

Boże, Rządco i Panie narodów,
z ręki i karności Twojej racz nas nie wypuszczać,
a za przyczyną Najświętszej Panny, Królowej naszej,
błogosław Ojczyźnie naszej, by Tobie zawsze wierna,
chwałę przynosiła Imieniowi Twemu
a syny swe wiodła ku szczęśliwości.

Wszechmogący wieczny Boże,
spuść nam szeroką i głęboką miłość ku braciom
i najmilszej Matce, Ojczyźnie naszej,
byśmy jej i ludowi Twemu,
swoich pożytków zapomniawszy,
mogli służyć uczciwie.

Ześlij Ducha Świętego na sługi Twoje,
rządy kraju naszego sprawujące,
by wedle woli Twojej ludem sobie powierzonym
mądrze i sprawiedliwie zdołali kierować.

 

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.