Przejdź do treści

Zawsze dziękować?

Rodzice uczyli mnie, bym zawsze dziękował gdy coś od kogoś otrzymam. Ot zwykła kurtuazja. Ale dziękować za wszystko? Za to złe też?

Za wszystko dziękujcie Bogu, taka jest bowiem wola Boża względem was w Jezusie Chrystusie. (1 Tes 5,18)

Od dziecka każdy z nas jest uczony poczucia wdzięczności. To dlatego dzieci wręczają mamom naręcza kwiatów z okazji ich dnia, wykwintne czekoladki ulubionym nauczycielom, laurki babciom. To dobrze, że dzięki takim małym gestom uczymy się doceniać wysiłki drugiego człowieka.

Myślę, że najbardziej cieszą nas niespodziewane dary losu. To właśnie wtedy widać ten błysk w oku i realną radość człowieka, kiedy nie ma pojęcia o niespodziance, a nie stawia go ona w krępującej sytuacji. Jeśli tylko będziecie mieli kiedyś okazję, przyglądnijcie się tej prawdziwej „eksplozji” radości.

Czy jednak za zło, też powinniśmy dziękować losowi/Bogu/drugiemu człowiekowi?

W momencie kiedy dotyka mnie jakaś krzywda nawet nie przychodzi mi do głowy, by komukolwiek za nią dziękować. To oczywiste, że kotłują się w nas raczej negatywne emocje jak złość, gniew, rozczarowanie, upokorzenie, czasami dotyka nas także ból – nie tylko fizyczny, ale też ten duchowy. Czy za takie doświadczenie też mamy dziękować?

W momencie krzywdy naturalną rzeczą jest jej przeżywanie. Żaden ze mnie psycholog, ale kiedy weźmiemy na warsztat śmierć bliskiej osoby, to oczywiste, że „załatwienie” żałoby w przeciągu tygodnia jest nie tylko nie możliwe, ale też niezdrowe czy nawet nienormalne.  „Prawidłowo” przebiegająca żałoba pozwala pogodzić się z utratą i dostosować się do nowej rzeczywistości. Z kolei „powikłana” postać żałoby lub depresja rozwijająca się w przebiegu tego stanu mogą być źródłem dodatkowego cierpienia czy istotnego pogorszenia funkcjonowania danej osoby.

Czy za utratę bliskiej osoby też mam dziękować?

Od śmierci moich dziadków minęło kilka lat. Dziękuję Bogu za ich życie i dziękuję za ich śmierć, bo oprócz świadectwa umierania z Nim wiem, że nie muszą już cierpieć. Dziękuję Bogu za śmierć mojej koleżanki z klasy, kolegi, w końcu Taty, bo wiem, że każde z tych wydarzeń w jakiś sposób mnie umacniało i hartowało. Dzięki tym wydarzeniom, choć w wielkim bólem, to też z większą nadzieją przyjmowałem kolejną śmierć bliskiej osoby. Wówczas nie byłem w stanie za to podziękować – dziś już umiem.

Dziękuję moim nauczycielom za każdą jedynkę w dzienniku, którą musiałem poprawić, a przy okazji nauczyć się czegoś nowego. Dziękuję za każdą górkę w moim życiu, pod którą musiałem nauczyć się wchodzić. Dziś dzięki temu jestem bogatszy o nowe doświadczenia.

Łatwo jest dziękować Bogu za dobro, które nas spotyka. Tak łatwo, że często o tym zapominamy. Ciężko natomiast dziękować za trudy i cierpienia. To oczywiste. Czy jednak umiemy docenić lekcję, którą wyciągamy z tego trudnego czasu?

Wiara w to, że wszystko ma swoje miejsce w porządku wszechrzeczy, innymi słowy, że wszystko jest po coś to punkt wyjścia w budowaniu postawy dziękczynienia także za zło, które nas napotyka.

Bo jeśli złe rzeczy są tylko kaprysem rzeczywistości, to po co to wszystko? Po co cierpienie skoro nie ma wartości? Życie nabiera sensu tylko wtedy, gdy patrzymy na nie uwzględniając milczącą obecność Boga. Nie jesteśmy w stanie patrzeć na nasze poczynania Jego oczyma – wówczas wszystko by było jasne, ale kiedyś w wieczności, a może nawet już tu na ziemi, docenimy mniejsze i większe zło, które nas dotyka.

A jeśli nie masz za co dziękować, to obejrzyj*:

* Wierzę, że z angielskim każdy sobie jakoś poradzi 😉

 

2 komentarze

  1. Ppp Ppp

    Zmarnowany przez porażkę czas nigdy nie wróci. Siły, zużyte na wygrzebywanie się z porażki, można było użyć do czegoś sensowniejszego. Do tego należy doliczyć stres, którego i tak mamy za dużo, a jest on bardzo szkodliwy dla zdrowia. Doświadczenie – jak będę chciał, to sobie zorganizuję takie, jakiego faktycznie potrzebuję. Jedynka w dzienniku nie jest do niczego potrzebna, bo niczego nie wnosi. Jak jesteśmy z danego przedmiotu słabi, to wiemy to i bez niej – a jak dobrzy, to będzie to nic nie znaczący, ale denerwujący przypadek.
    Po co cierpienie skoro nie ma wartości?
    Nie wszystko w życiu ma wartość, przynajmniej dla danego człowieka i to jest normalne. W szkole i pracy często robimy coś nie dlatego, że ma dla nas sens, tylko dlatego, że nam każą. W pracy przynajmniej za to płacą.
    A dziękowania za rzeczy oczywiste lub za to, że nie jest gorzej (jak na filmie) – nie czuję tego tym bardziej, że w znacznym procencie sam na to zapracowałem. A składanie dziękczynienia samemu sobie brzmi dziwnie.
    Pozdrawiam.

    • Wojtek Siebierański Wojtek Siebierański

      Dzięki za komentarz.
      Nie myślisz, że to właśnie z popełnionych błędów najczęściej wyciągamy lekcje i staramy się ich unikać? Czy porażki nie stanowią też motywatora (może niezbyt przyjemnego, ale jednak) do tego, by ich unikać?
      Jeżeli w szkole czy pracy Ci coś każą, to po coś, a więc już mamy jakiś ciąg przyczynowo-skutkowy, a więc jakiś sens. Odrabiasz zadanie z matmy, żeby je mieć odrobione, żeby nauczyciel się nie czepiał i przy okazji poćwiczysz jakieś równania. W pracy stawiasz ściany, żeby ktoś miał gdzie mieszkać i za to bierzesz pieniądze.
      Film pokazuje mi rzeczy, których na co dzień nie doceniam. Owszem, zapracowałem sobie na wiele rzeczy, ale dzięki temu, że jestem zdrowy, że mam jakieś talenty, uzdolnienia. To nawet nie chodzi o dziękowanie samemu sobie, bo to rzeczywiście dziwne 😉 ale docenienie tego co mam, co otrzymałem, na co sam sobie zapracowałem.
      Pozdrawiam
      W.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.