Przejdź do treści

Po co ten Adwent?

Kim była św. Rorata i jak jej brat Adwent przygotowywał się do Bożego Narodzenia? A także o co na prawdę chodzi w tym okresie.

Miałem kiedyś okazję poprowadzić lekcje dla dzieci właśnie o Adwencie. Wymyśliliśmy wspólnie legendę o św. Roracie, jej siostrze Roratce i bracie Adwencie.

W starożytnym Rzymie Rorata dbała, by podczas chrześcijańskich nabożeństw nie brakowało światła. Ciemne, pełne zaułków katakumby nie były sprzyjającym miejscem do modlitwy, ale jedynym bezpiecznym, na jakie mogli sobie wtedy pozwolić nasi bracia i siostry. Do obowiązków Roraty należało rozpalanie świec i oświetlanie miejsca modlitwy. Jej siostra – Roratka dbała z kolei by Roracie nie brakowało świec, stąd zajmowała się ich produkcją. Już wtedy szczególnie uroczyście obchodzono Boże Narodzenie. Najmłodszy z rodzeństwa, Adwent, szczególnie wyczekiwał święta. Niedawno został ochrzczony i po raz pierwszy mógł w pełni cieszyć się Bożym Narodzeniem.

Bardzo zależało mu, żeby doskonale przygotować się do świąt. Zadbał o porządek w domu, nawet pomagał Roratce przygotowywać świece. Obowiązki pochłonęły go bez reszty, tak że czasami zasypiał podczas wieczornej modlitwy. W końcu nadeszło Boże Narodzenie. Wieczorową porą wybrali się całą rodziną do katakumb na modlitwę. Modlitwa minęła, była też Agapa, ale Adwent był jakiś nieswój. Widział jak jego rodzice i siostry cieszyły się z narodzin Jezusa, ale on czuł tylko zmęczenie i w sumie to wolałby, żeby już było po świętach. Nawet wracając z nabożeństwa stwierdził „Święta, święta i po świętach”. Zazdrościł rodzinie ich radości i zastanawiał się, dlaczego on nic nie czuje.

Rorata zauważyła, że Adwent jest jakiś nieswój. Przypomniała sobie jak wiele wysiłku włożył w przygotowanie do świąt. I zadała mu jedno pytanie – „Adwent, czy na pewno przygotowałeś wszystko?” Adwent zamyślił się. Przypomniał sobie wszystkie porządki i sprawunki, które go wycieńczyły i odebrały chęć do świętowania. „Przygotowałem wszystko wokół”- odpowiedział Adwent – „ale nie swoje serce”.

Oczywiście dzieci wiedziały, że te Adwent i Roraty nie do końca się stąd wzięły, ale historia pokazała im, jak można błędnie przewartościować to co najważniejsze.


Słowo „adwent” pochodzi od łac. advenio – przychodzić (gr. epifaneia, parusia – przyjście, objawienie). Okres ten ściśle związany jest z Bożym Narodzeniem, które Kościół zaczyna świętować w IV wieku. Pierwotnym sensem było przygotowanie katechumenów do przyjęcia chrztu, którego udzielano 6 stycznia.

W Rzymie Adwent wprowadzono w VI w. Poza pełnym nadziei oczekiwaniem Bożego Narodzenia miał on także charakter eschatologiczny, czyli przygotowania do ostatecznego przyjścia Chrystusa (paruzji).

Ten podwójny wymiar odzwierciedlają w liturgii 2 okresy Adwentu.  Pierwsza część: od I Niedzieli Adwentu aż do 16 grudnia przygotować ma nas na paruzję – ostateczne przyjście Chrystusa u końcu czasów (Ap 22, 20). W Liturgii Słowa powracają echem słowa proroka Izajasza. W drugiej prefacji adwentowej słyszymy: „Jego zapowiadali wszyscy prorocy, dziewica Matka oczekiwała z wielką miłością, Jan Chrzciel zwiastował jego przyjście i ogłosił Jego obecność wśród ludu”. Wszystkie proroctwa Starego Testamentu zapowiadają więc przyjście Mesjasza. Spełnia się oczekiwanie Ludu Wybranego.

Druga część Adwentu to już bezpośrednie przygotowaniem do Bożego Narodzenia. Trwa ona od 16 do 24 grudnia, a każdy dzień posiada swoją własną antyfonę, podkreślającą charakter zbliżającego się Przyjścia. W liturgii Mszy św. doniośle brzmią słowa ostatniego proroka Starego testamentu; Jana Chrzciciela: „Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki” (Mk 1, 3). Liturgia mówi także o wymianie (podzieleniu) przez Chrystusa losu ludzkiego; przyjścia w cielesnej postaci. Oto Boże Narodzenie staje się wielkim podniesieniem natury ludzkiej; skoro Bóg tak bardzo siebie uniżył, rodząc się jako dziecko – o ileż wywyższył godność człowieka!

Roraty natomiast to Msza św. odprawiana ku czci Maryi, którą symbolizuje postawiona w pobliżu ołtarza biała świeca z niebieską wstążką. Nazwa Mszy św. roratniej pochodzi od łacińskich słów „Rorate cæli desuper” („Spuśćcie rosę niebiosa”). Wczesna pora odprawiania Rorat ma świadczyć o naszym nieustannym czuwaniu, by nie przegapić momentu przyjścia na świat Bożego Dzieciątka.

W dawnej Polsce panowało przekonanie, że w Adwencie ziemia zapada w sen i nie należy jej budzić. W tym czasie zajmowano się pracami w obejściu, przygotowywano ozdoby, które przecież robiło się ręcznie z kolorowej bibułki, słomy, jajecznych wydmuszek. Ludzie wyciszali się, uspokajali, przygotowania do Świąt nabierały głębokiego, duchowego wymiaru. Msze św. roratnie były tych przygotowań kwintesencją. Szło się często w śniegu po pas, z lampkami, które oświetlały drogę, a bywało, że i broniły przed wilkami, które w mroźne zimy podchodziły watahami blisko ludzkich siedzib. Szły całe wsie – od poważnych gospodarzy po parobków. Roraty były częścią ówczesnej codzienności, kultury i obyczaju.


Dziś Adwent, zwłaszcza w świeckim wymiarze, przybrał formę przedłużonego okresu świętowania Bożego Narodzenia. Choć w Kościele okres Bożego Narodzenia trwa do 6 stycznia (Objawienie Pańskie lub też Trzech Króli), a świętowanie przedłuża się nawet do 2 lutego (Święto Ofiarowania Pańskiego), to do tego czasu Boże Narodzenie zostaje już dawno zapomniane. Świętowanie Narodzenia zostało przyćmione przez trwający karnawał i nadchodzące Walentynki i przesunięte na okres przełomu listopada i grudnia.

Choć ktoś uwielbiający ten czas może cieszyć się ponad 2 miesiącami świętowania, to sami przyznacie, że choinki i kolędy mogą się przejeść. Stąd tak ważne jest dobre przeżycie Adwentu, jako czasu oczekiwania. Nie jest to łatwe, kiedy na ulicach świecą już ozdoby, a w sklepach atakują świąteczne promocje. Kiedy na coś oczekujemy – czuwamy, aby nie przegapić okazji. Gdy jest to spotkanie – elegancko się ubieramy, gdy egzamin – uczymy się, gdy rozmowa kwalifikacyjna – robimy rozpoznanie miejsca pracy itd.

Zewnętrzne przygotowania są konieczne, ale nie obędzie się bez wewnętrznego adwentu. Ten okres 3 lub maksymalnie 4 tygodni to dobry czas na sprawdzenie się: odmówieniem sobie tego co zbyteczne, popracowaniem nad charakterem, zrobienie kilku dobrych uczynków. Pomóc w tym mogą zdobywające coraz większą popularność adwentowe kalendarze w formie wyzwań. Taki znajdziecie każdego dnia na przykład na moim facebooku i instagramie.

Wszystko to po to, żeby w wieczór 26 grudnia nie wybrzmiały słynne słowa „Święta, święta i po świętach”. Wszystko to po to, żeby Jezus na prawdę przyszedł do mojego serca i się w nim narodził.

Bo co, jeśli to mój ostatni Adwent w życiu?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.