Przejdź do treści

Sama się nie obroni

Ze zdumieniem przeglądam kolejne wpisy i opinie różnych dziennikarzy, polityków, zwykłych ludzi na temat „Tęczowej” Matki Bożej. Ze zdumieniem i niedowierzaniem.

7 stycznia 2015 roku – zamach na redakcję gazety „Charlie Hebdo” w Paryżu we Francji, w którym zginęło 12 osób. Dzisiaj nawet na Wikipedii nie znajdziecie informacji, co było powodem wysadzenia redakcji. Otóż dziennikarze zamieścili na okładce karykaturę proroka Mahometa. Tylko tyle i aż tyle, ale było pretekstem do odebrania 12 żyć, które być może nawet nie miały z tym wiele wspólnego. Każdy kto podejmuje się publicznego śmieszkowania z Islamu musi mieć świadomość konsekwencji swoich czynów – a te mogą być tragiczne.

Zrozumcie mnie dobrze – nie chcę, żeby chrześcijanie wysadzali w powietrze każdego, kto nas obraża. Nie tego uczył Jezus.

Chyba wszyscy na pamięć znamy słowa Jezusa o nadstawianiu drugiego policzka. Wiele osób, traktując je bardzo dosłownie,  uznając, że Kościół jest dla frajerów i „ofiar losu”. W ten sposób pozbawiamy je ewangelicznego sensu. Gdybym po spoliczkowaniu nadstawiał drugi policzek, świadczyłoby to tylko o tym, że albo chcę, przez niekonwencjonalną reakcję, zaszokować przeciwnika, albo usiłuję udowodnić jemu i sobie, że jestem od niego lepszy.  Sam Pan Jezus, kiedy rzeczywiście został spoliczkowany, umiał jednocześnie uchronić swoją godność i przemówić do sumienia człowiekowi, który wyrządził Mu tę krzywdę: „Jeśli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego, a jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?” (J 18,23)

Wiele głosów w mediach jak mantrę powtarza, że przecież tęcza to symbol przymierza Boga z ludźmi, że przecież nic się nie stało. Na wieść, że zatrzymano kobietę odpowiedzialną za karykaturę niektórzy mówią, że „nie mieści się im to w głowie”, bo przecież jest wolność słowa. Otóż wolność kończy się tam, gdzie ograniczamy czy atakujemy drugiego człowieka – jego prawa i wartości, a to właśnie się stało.

Tym bardziej bolą mnie opinie wielu (ale nie wszystkich) świeckich, uważających się za osoby wierzące, które w skrócie brzmią „Przecież nic się nie stało”. Otóż stało się. I cieszy mnie fakt, że przynajmniej księża – i szeregowi i biskupi – zareagowali natychmiastowo, bo to przecież też ich Matka.

Gdy jesteśmy atakowani – bronimy się. Gdy atakowani są nasi bliscy – bronimy ich. Gdy atakowana jest nasza Matka – czy nie powinniśmy jej bronić? Czy Maryja nie jest nam bliska? Kiedy zapomnieliśmy o słowach „Oto Matka twoja.” (J19, 27a)? W jaki sposób trzeba zaatakować Maryję, byśmy stanowczo powiedzieli DOŚĆ! Naśmiewał się ktoś z was kiedyś? Byliście kozłem ofiarnym? Więc może wiecie jak to jest, kiedy bezradnie krzyczy się po prostu „przestańcie”, ale to i tak nic nie daje. Maryja też sama się nie obroni.

Nie umiemy bronić świętych dla nas symboli – ani publicznie, ani indywidualnie, w codziennych rozmowach. Ale są symbole, których się nie rusza – ot choćby flaga czy godło Polski. Nie rusza się świętych ksiąg, bogów, proroków, przedstawicieli różnych religii, bo to zwyczajnie cios poniżej pasa. Niestety tych ciosów jest coraz więcej. Tumiwisizm to nie wyjście – to kapitulacja. Ale musimy próbować bronić naszych wartości. Jeśli choć jedna osoba w nie wierzy i ich broni, to pozostają wartościami. Bo jeżeli nie my, to kto się za nimi wstawi?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.