Przejdź do treści

poŚwięcenia

Jakiś czas temu usłyszałem gdzieś w radiu o naukowcach bijących na alarm w związku ze zbliżającą się katastrofą ekologiczną. Jeśli natychmiast ludzkość nie powstrzyma degradacji przyrody, do roku bodajże 2060 Ziemia stanie się miejscem niemożliwym do życia. Pomyślałem, że trzeba z tym coś zrobić…

Na początek, na ile to możliwe zacząłem segregować śmieci, wyłączać z gniazdek niepotrzebne wtyczki. Zamiast kupować co kilka dni zgrzewkę wody w jednorazowych butelkach, kupiłem jedną butelkę filtrującą i na prawdę się zaprzyjaźniliśmy. Kiedy tylko mogę, unikam podróży własnym autem. Te małe rzeczy w skali makro nic nie znaczą, ale w skali mikro już zauważyłem oszczędności przede wszystkim w portfelu. Wystarczyła audycja w radiu, aby zacząć zmieniać swoje nawyki, zmieniać swoje życie.

W biblijnym opisie Księgi Jonasza widzimy głównego bohatera przemierzającego ulice Niniwy i wzywającego do nawrócenia. Choć Jonasz niechętnie pełnił swoją misję, nie dowierzał w jej powodzenie, ostatecznie mieszkańcy Niniwy nawrócili się, odpokutowali, a grożący im pogrom został oddalony.

Od niemal 2 000 lat w świecie głoszone jest Słowo Boże. Przez ten czas zdążyło ono już zostać przyjęte, atakowane, a teraz można powiedzieć, że przychodzi era Jego odrzucenia. Potrafimy słuchać naukowców, ale jesteśmy głusi na Boga. Czy brakuje nam współcześnie proroków? Być może. Czy głosicielom brakuje wiary? Przykład Jonasza pokazuje, że to nie problem. Czy ludzie są dziś mądrzejsi? Z pewnością.

Myślę, że tego, czego dzisiaj nam brakuje, to życia Słowem Bożym. Na wieść o tym, że zbliża się ekologiczna apokalipsa potrafimy odmienić swoje życie. Gdy okazuje się, że coś nam szkodzi, potrafimy wywrócić swoją dietę do góry nogami. Tymczasem Boskie Przykazania traktujemy po macoszemu. Wszyscy.

W ostatnim czasie znów miałem okazję napatrzeć się na toksyczną hipokryzję ludzi Kościoła – duchownych i świeckich. Doczesne nagrody i zaszczyty przysłoniły im potrzeby duchowe ludzi. Z drugiej strony pogoń za Panem Bogiem, by złapać Go za nogi sprawiła, że ludzie wokół rozsypały się niczym uderzone kulą kręgle. Porównywanie własnego podwórka do innych i teksty w stylu „O – u nich też jest mało młodzieży”, z których między słowami można wyczytać „Też nie muszę się starać” pokazują jakąś chorobę, marazm, sen. Trwający romans Kościoła (nawet na tym najniższym szczeblu) z władzą świecką, czy pogoń za za świeckimi zaszczytami nigdy Kościołowi nie wychodziły na dobre. Jednak ludzka potrzeba docenienia tu i teraz wciąż zwycięża.

Wydaje się, że ten moment jest bardzo podobny do sytuacji kiedy uczniowie nie wiedząc, że rozmawiają z samym Jezusem żalą mu się „A myśmy się spodziewali…” (por. Łk 24, 21). Droga, którą wyznacza Jezus może i jest usłana różami, ale róże mają kolce. Nie zawsze wszystko się udaje, przynosi efekt, na którym nam zależy. Oglądanie się za siebie, albo na drugiego, który idzie w tym samym kierunku sprawia, że całkowicie zbaczamy z celu, a zwiększająca się odległość wzmaga niechęć i niemoc.

Wydaje się, że jedynym lekarstwem na to wszystko jest ciągle ponawiane zaufanie i poświęcenie samego siebie Bogu. Tylko On jest w stanie dostatecznie wynagrodzić nasze starania, wypełnić potrzebę docenienia. Tylko On.

 

Bądź pierwszym, który skomentuje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.