Przejdź do treści

Co to znaczy wierzyć?

Nieco ponad miesiąc temu wróciłem z Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę. Przez 9 dni usiłowałem odpowiedzieć sobie na pytanie, co to znaczy wierzyć. To nie pierwszy raz, kiedy usiłuję sobie odpowiedzieć na to pytanie. Może wynika z jakiegoś kompleksu, że nie kocham Boga wystarczająco, a może z pychy, że przecież żyję prawowicie, a żyje mi się coraz trudniej.

Kilka lat temu podczas rekolekcji usłyszałem receptę na dobrą relację z Panem Bogiem. Co ciekawe, ta recepta dotyczy każdej relacji – także tej międzyludzkiej. Otóż do głębokiej relacji wystarczy:

  • przynajmniej kwadrans rozmowy każdego dnia;
  • przynajmniej godzina wspólnie spędzonego czasu raz w tygodniu;
  • przynajmniej raz na kwartał – dzień tylko dla siebie, najlepiej w odosobnieniu, poza swoim miejscem zamieszkania;
  • przynajmniej raz do roku – wspólnie spędzony tydzień.

Tylko tyle i aż tyle. Wszystko co ponad to – przyczynia się do zacieśnienia relacji. Wszystko co poniżej tego, sprawia, że relacja ginie. I rzeczywiście, gdy małżonkowie nie rozmawiają – pojawiają się niedomówienia, kłótnie. Jeśli nie mają dla siebie czasu na randkę, prędko znajdzie się ktoś inny, kto ten czas zagospodaruje itd. Także w życiu duchowym brak modlitwy, adoracji, dnia skupienia czy rekolekcji skutkuje oziębieniem relacji z Panem Bogiem. I wtedy tylko Łaska Boża – jak strzała Amora – pozwoli wrócić motyli w brzuchu.

Nie na darmo dążę do porównania Wiary z Miłością, bo w tym konkretnym kontekście, te dwa pojęcia są dla mnie równoważne.

Miłość dla mnie kojarzy się z cierpieniem. Ktoś kiedyś przyrównał istotę ludzką do… pomidora. Człowiek odnajduje swoją jedność tylko wtedy, gdy pozostaje w jedności z Bogiem i drugim człowiekiem – na przykład żoną, czy mężem. To logiczne, bo przecież Bóg stworzył człowieka na swój obraz, obdarował go jakby boskim pierwiastkiem – udzielił mu samego siebie. Wyobraźmy sobie więc, że od pomidora odkrajmy małą cząstkę. Skórka została naruszona, miąższ się wylewa. Nawet kiedy próbujemy z powrotem przyłożyć odkrojoną część, ta wciąż jakby „krwawi”. Ten obraz pokazuje ciągłą i niezaspokajalną tęsknotę człowieka za Bogiem. Człowiek raz „odkrojony” grzechem pierworodnym od Boga, nawet mimo namacalnej bliskości, nie jest w stanie znów połączyć się całkowicie z Bogiem.

Bóg poszedł dalej. Aby człowiek nie był samotny, stworzył mu za towarzysza kobietę, aby go dopełniała. Wyobraźmy sobie więc, że naszego pomidora, już nadkrojonego, przekrajemy jeszcze na pół. I podobnie jak wcześniej, możemy przykładać do siebie połówki, ale nie zespolimy ich całkowicie. I one wylewają miąższ w tęsknocie za powrotem do całości. To dlatego tak ważne jest, by w małżeństwie znaleźć miejsce dla siebie i dla Boga.

Obraz ten jest ułomny, ale oddaje katechizmową prawdę, że człowiek ma wpisane w serce poszukiwanie Boga. Mi pokazuje jeszcze jedno, że Miłość to cierpienie. Czasami znikome, kiedy kochający się ludzie są razem i osiągają pełnię szczęścia. Czasami nieco większe, kiedy muszą się rozstać, bo na przykład jedno wyjeżdża za chlebem. Czasami ogromne, kiedy jedna z osób wpada w nałóg, albo odchodzi, czy umiera. Choć poziomy tego cierpienia są różne, to to cierpienie zawsze jest.

I wiecie, wiara to dla mnie takie cierpienie. Było nikłe, kiedy byłem bardzo blisko z Panem Bogiem. Jest przepastne, kiedy jestem daleko od Niego i za Nim tak strasznie tęsknię. I wiem, że już nie wrócę do tego co było. A może się tego boję.

Ten czas kiedy byłem z Panem Bogiem „za pan brat” wspominam jako najszczęśliwszy okres w moim życiu. Byłem tam, gdzie chciałem być. Robiłem to co chciałem robić. Każdy dzień przynosił coś nowego, świeżego. Nie było czasu na nudę. Cały Mu się oddałem, zaufałem. Serapion z Thumuis w IV wieku napisał w modlitwie eucharystycznej „Prosimy Cię Panie, spraw, abyśmy naprawdę żyli”, próbując w ten sposób wyrazić czym dla chrześcijan jest wiara. Miał rację. Wierzyć, to żyć naprawdę.

Dla człowieka, który doświadczył takiej bliskości, życie po za nią jest jak czyściec. Wiesz, że On jest, ale przez swoje czyny odrzuciłeś Jego Miłość i teraz musisz odpokutować, aby na powrót się w Nim zanurzyć. Przeżywać czyściec na ziemi to nic fajnego. Poczucie winy czasem przygniata, a Zły wie jak manewrować, by jeszcze bardziej Cię od Boga oddalić.

Dlaczego więc choć wierzę, to nie jestem szczęśliwy, taki jak byłem? Odnajduję siebie w postaci młodzieńca, który odchodzi od Jezusa zasmucony. Przecież przestrzega przykazań. Wierzy, praktykuje. Pewnie nawet udzielał się w parafii 🙂 Ale jednego mu brakuje. Nie potrafi odciąć się od tego, co trzyma go przy ziemi.

Jak zatem wierzyć, gdy Bóg wydaje się być tak odległy? Łapać te okazje – tak jak napisałem wyżej – znaleźć dla Niego czas w swoim życiu. A to przemienia, bo z wiary kulturowej, przekazanej przez rodziców czy dziadków, dojrzewasz do swojej wiary. Rezygnujesz z mięsa w piątek nie dlatego, że mama kazała, ale w jakiś minimalny pościsz w dniu, w którym Jezus oddał za Ciebie życie. Przestrzegasz przykazań nie dlatego, że biskup tak każe, ale dlatego, że są to wskazówki, które pozwalają na życie w ładzie całej wspólnoty, a im kto bardziej w nich przoduje, tym lepszym człowiekiem jest. Pracujesz nad swoimi wadami pokazując w ten sposób, że jesteś w pełni człowiekiem – potrafisz się zmienić, stać się lepszą wersją siebie, nawrócić się.

Wiara opierająca się o cuda, „wyskoki” podczas uwielbień jest intensywna, ale krótka i żyje od okazji do okazji. Wiara oparta na strachu to dewocja. Wiara, która staje się życiem i życie, które staje się wiarą to codzienne wybory, nawet te błahe. To decyzje, które podejmujemy przez pryzmat „sensus fidei”. To w tych wydarzeniach wiara objawia się najpełniej. To te wydarzenia przekładają się na wiarę w Eucharystię i Sakramenty i równocześnie z niej wypływają. Bo wiara to nie tylko branie czy dawanie. Wiara to nieustanna wymiana darów między Bogiem i Tobą. Wiara to codzienność. „Bóg jest prosty i niezmienny” – nauczał św. Ireneusz Lyonu. To w tej prostocie dnia codziennego tkwi klucz do Nieba. Im człowiek jest bliżej Boga jego życie jest bardziej proste i „normalne”. Mniej jest komplikowania, a więcej upraszczania. W modlitwie, sposobie bycia, przeżywaniu tego co jest, relacjach z innymi, używaniu rzeczy…

I tak jak codzienność, wiara czasem boli. Bo możesz zostać wyśmiany, wyszydzony, nawet zwolniony z pracy, pobity, zabity. Ale wiara, to też to zakochanie, motyle w brzuchu. Wiara to pełnia szczęścia. Wiara, to życie naprawdę.

 

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.