Przejdź do treści

Chyba lepiej, aby księża milczeli

Ostatnia wypowiedź Grzegorza Kramera – z resztą słusznie „nagrodzonego” zakazem wypowiedzi – sprawia, że znów zadaję pytanie – „Księża – dlaczego nam to robicie?”

Ostatnie pół rok obfituje w kolejne wpadki duchowieństwa różnego szczebla. Niejasna i mało delikatna wypowiedź abp. Jędraszewskiego o Grecie Thunberg, a wcześniej opacznie zrozumiana wypowiedź o osobach LGBT, a teraz wypowiedź Kramera, a zaledwie miesiąc temu nazwanie przez proboszcza swoich parafian sknerami – to te głośne sytuacje, które burzą serca wielu katolików. Ale głos mają nie tylko ci „sławni”, ale też szeregowi duchowni. Słyszałem historie o proboszczach wyganiających kobiety w szpilkach z zakrystii, bo rysują nową posadzkę. Kapłanach, którzy otrzymane ofiary podsumowują słowami „To chyba na cukierki”. Myślę, że każdy z nas, mógłby podzielić się taką historią. Chcę Wam opowiedzieć jeszcze jedną.

Otóż w niewielkiej miejscowości niedaleko mojego miasta – wiejskiej parafii – rządzi twardą ręką proboszcz. Przez wiele lat słyszałem o różnych jego ekscesach, ale nie dawałem im wiary. Sami rozumiecie, że ludzie stwarzają nieraz niesamowite historie, które nie mają z prawdą wiele wspólnego. Jednak jesienią byłem w tej parafii na pogrzebie, któremu przewodniczył owy proboszcz. Na samym początku uroczystości proboszcz zaczął przestawiać swoich wiernych w obrębie kościoła i wokół niego. Mówił, że miejsca są jeszcze z przodu i prosi o ich zajęcie, co uznałem za całkiem miłe. Liturgia Słowa była z niedzieli, w dodatku parafia świętowała swój odpust i jubileusz 30-lecia. Podczas kazania zaskoczył mnie, że po krótkim wstępie o zmarłej zaczął nagle opowiadać o swoim zmarłym przed pół roku ojcu. I nie pokazywał sytuacji przez analogię, ale zwyczajnie zaczął wyskoczył z tekstem „Dzisiaj mija pół roku od śmierci mojego taty, pamiętajcie o nim i o mnie w modlitwie. Bardzo przeżyłem jego śmierć itd…” Zaskoczyła mnie kolekta, bo na pogrzebach raczej jej się nie praktykuje, ale przypomniałem sobie, że przecież niedziela i odpust. Pod koniec Mszy pogrzebowej nastąpiły ogłoszenia duszpasterskie i z racji odpustu i jubileuszu proboszcz obficie dziękował swoim parafianom. Po tych niedzielnych ogłoszeniach zwrócił się do wiernych, informując, że wielu z jego parafian zrezygnowało z niedzielnej Mszy, żeby być na tym pogrzebie, a on nie czyni zadość niedzielnemu uczestnictwu i należy przyjść do kościoła jeszcze raz. Dalej zwrócił się do przybyłych spoza parafii mówiąc, że kondukt idzie piechotą i żeby nie wsiadać w auta, bo tak to jest przyjęte w parafii. Kazał jednak przestawić auta z parkingu kościelnego, gdzie za chwilę ma rozpocząć się festyn parafialny. Skomentował także wielość mszy i formułowanie intencji. Komentując słowa „z dziećmi, z rodziną” często zamieszczane w intencjach uznał, że niemowlę, czy jakieś małe dzieciątko nie powinno być ofiarodawcą Mszy świętej, bo z reguły go na tej mszy nie ma i nie rozumie Mszy Świętej. Podkreślił też dobitnie, że on – nie tak jak inni – przestrzega prawa (!) i odprawia Msze pojedynczo a nie zbiorowo jak w innych parafiach. Nieco wcześniej wspomniał, że Msze za parafian (Pro papulo) odprawia za niego ksiądz na Ukrainie. Warto wspomnieć, że Msze pro papulo są obowiązkowe do odprawienia przez proboszcza i nie mają stypendiów (księża nie otrzymują za nie pieniędzy) (por. Kan. 534 § 1 KPK). Taki to strażnik prawa. Całe te ogłoszenia proboszcz dawał mi do zrozumienia, że jestem półgłówkiem i traktuje mnie jak dziecko. Pod koniec jeszcze raz wspomniał, że minęło pół roku od śmierci taty. Na cmentarzu natomiast, na koniec uroczystości zaprosił wszystkich uczestników pogrzebu do udziału w festynie parafialnym <sic!>.

W tej samej parafii do I Komunii Świętej w maju ma przystąpić kilkoro dzieci z lokalnej szkoły (zaledwie 3-4). Proboszcz policzył sobie jednak, że dzieci w wieku komunijnym jest więcej, ale chodzą do szkół w innych miejscowościach i zadecydował, że do sakramentu mają przystąpić w swojej parafii. Obyczaj w mojej diecezji był taki, że dzieci do I Komunii Świętej przystępowały raczej klasami, bez względu na to, do jakiej parafii przynależały i nie stanowiło to problemu. Jest to duże przeżycie i radość, którą chcą współdzielić ze swoimi przyjaciółmi i znajomymi. Dla proboszcza z owej miejscowości wydaje się to jednak niemożliwe. Sprawa jest rozwojowa, ale zastanawiam się, czy w grę nie wchodzi tu przypadkiem jakiś czynnik finansowy? Przecież rodziny dzieci składają ofiarę i kupują prezent…

Często w ostatnim czasie bywam na mszach w różnych kościołach. Słucham czasami tych wydumanych homilii, gdzie księża dzielą się receptą na lepszy ład społeczny, niekiedy sukces ekonomiczny (jeden mówił – dawajcie dziesięcinę, Bóg pomnoży wasze pieniądze), inny wprost przyznaje, że nie przygotował sobie podsumowania roku (proboszcz parafii na Mszy zamykającej 2019 rok) i zastanawiam się, czy nie lepiej by było, gdybyśmy jeszcze raz wysłuchali Ewangelii i rozważyli ją w swoim sercu. Papież Benedykt XVI mówił do kapłanów, że mają być specjalistami od duchowości. Tym czasem próbują być ekspertami od ekonomii, psychologii czy wychowania. I nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby mieli odpowiednie wykształcenie czy doświadczenie, ale niestety często tak nie jest.

Nie raz i nie dwa wstydziłem się za słowa i czyny księży. I pisałem też już tu na blogu, że to nie księża, ale my – świeccy musimy się za nich tłumaczyć. A najtrudniej jest, kiedy duchowny uderza w drugiego duchownego, bo jak mówił sam Jezus „Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać.” Mk 3,24

Wiecie czego brakuje mi w kazaniach i w ogóle wypowiedziach Księży? Mówienia o Miłości Boga do ludzi. Kiedy słucham kazań w tak ważne dla Kościoła dni – w Boże Narodzenie, Wielkanoc – zwłaszcza Wielki Piątek, kiedy jest jedyna okazja by w kościele złapać tych, którzy są w nim raz do roku – nie słyszę by ktoś głosił najbardziej podstawową prawdę – Bóg jest Miłością. On tak szalenie kocha człowieka, że stał się nim i na własnej skórze doświadczył każdego ludzkiego cierpienia. Kiedy więc mówisz Bogu jak bardzo cierpisz – on odpowiada „Rozumiem Cię, miałem tak samo” i wiemy że to jest prawda. Jego miłość sięga daleko, najdalej – aż za granicę śmierci, bo przecież za mnie umarł. Ja o tym wiem, ale brakuje mi homilii, które o tym mi przypomną, a przecież wieść o tym, że ktoś Cię kocha nigdy się nie znudzi. I nie trzeba o tym krzyczeć. Bo wielu księży zapomina, że mają bardzo przyzwoite nagłośnienia w swoich kościołach i wrzeszczą (jeden ksiądz w Wielki Piątek tak krzyczał, że wysiadł mikrofon). O miłości mówi się raczej cicho i delikatnie. Wy, którzy każdego dnia macie Miłość w rękach powinniście być jej zwiastunami.

W ostatnich latach w obrębie Mielca wymieniło się kilku proboszczów. Zwłaszcza w jednej parafii, gdzie przez lata proboszcz bardziej dbał o swoje gospodarstwo niż o ludzi i wielu z nich skrzywidził, da się zauważyć świeży powiew i nowy oddech. Nagle w parafii pojawiły się Maryjki i kolejki do spowiedzi przed świętami. Bardzo współczuję nowym proboszczom, którym przychodzi wejść na parafię, gdzie ziemię wypalono i zasolono. Potrzebują dużo, dużo modlitwy.

Cieszę się, że o. Kramer na chwilę zamilknie. Kiedy człowiek milczy, Bóg ma okazję by przemówić do jego serca i mam nadzieję, że o. Grzegorz będzie słuchał. Jego pokrętne wytłumaczenia, które pozwolę sobie przytoczyć dla przywołania całego kontekstu – przywodzą mi na myśl Filipa Chajzera i jego chajzerowanie:

Nikomu, nigdy nie życzyłem śmierci, tak również było w tym wypadku. Odniosłem się tylko do sytuacji, że mamy papieża Franciszka, w czasie, w którym żyje Jego Poprzednik, co nie jest sytuacją zwykłą. Pisząc, że «chyba lepiej, żeby papieże umierali», miałem na myśli tylko to, że wtedy nie byłoby sytuacji, w których (co jest przecież faktem) część ludzi Kościoła przeciwstawia zdania dwóch papieży i nimi manipuluje. Stąd moje emocje. Lepsza i bardziej jednoznaczna treść tego zdania powinna brzmieć: «lepiej by było, gdyby papieże nie abdykowali»”.

Zobaczcie – nawet nie przeprosił…

Dlatego jeszcze raz apeluję – ważcie słowa Księża. Bo one ranią bardziej niż miecz, a to świeccy muszą później leczyć zadane przez Was rany.

Jeden komentarz

  1. Ppp Ppp

    Księża, dlaczego nam to robicie?
    Z GŁUPOTY. Z doświadczenia wiem, że formalne posiadanie wyższego wykształcenia nie chroni przed głupotą. Z kolei znam wielu ludzi ze średnim wykształceniem, którzy są rozsądni i głupot nie robią.
    Z BRAKU KULTURY. Opis pogrzebu świadczy, że proboszcz jest chamem, leczącym swoje kompleksy kosztem innych.
    Kiedy kościoły opustoszeją, księża sami sobie będą winni, ale czy będą zdolni to zauważyć – w to wątpię.
    Pozdrawiam.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.